Jak się zmotywować do dalszego dążenia do celu?

W życiu chyba każdego człowieka silnie dążącego do jakiegoś celu prędzej czy później przychodzi moment w którym coś jeszcze jakiś czas temu pomagało wstawać wcześnie rano nawet wtedy kiedy nie było trzeba, nagle stało się powodem zdenerwowania i rozczarowania. Jak się ponownie zmotywować?

Słomiany zapał?

Czy czasem (albo i często) macie tak że coś zaczynacie ale nie kończycie? Na początku są wielkie plany, marzenia, z wielkim zapałem zabieracie się do pracy ale z czasem coś się wypala i stwierdzacie że to jednak nie ma sensu?

Moje pierwsze linijki kodu napisałem tak naprawdę nie w kwietniu ubiegłego roku, a jesienią roku 2011. Tak już wtedy miałem ciągotki do IT i postanowiłem że zrobię zaocznie technikum informatyczne. Pamiętam że pisaliśmy jakieś proste mini programy typu klkulator w Pascalu. W tym samym roku urodziła się moja córka Ania a ja miałem zaledwie 22 lata. Zrezygnowałem po pół roku.

Miałem okres w którym mocno interesowałem się Forexem. Coś tam udało się zarobić na demie, przeczytałem jakaś książkę, udzielałem się na forum. Poddałem się po 3 miesiącach i pierwszych utopionych pieniądzach.

Dość długo siedziałem w pewnym MLM który był swego czasu bardzo popularny. Udało mi się zbudować blisko 50 osobową strukturę, był okres że coś tam na tym nawet faktycznie zarabiałem. Jednak niezbyt proporcjonalnie do czasu jaki w to inwestowałem, no bo przecież kasa od razu musi być konkretna prawda?:)

Kiedyś trochę też tworzyłem na YT🙂 Jednak po każdym kolejnym „genialnym” wg. mnie filmie ani suby ani wyświetlenia jakoś lawinowo nie wpadały. Więc i nowe filmy wpadały coraz rzadziej aż przestały wpadać w ogóle.

A już najbardziej dumny jestem z tego że przez 5 lat nie potrafiłem zebrać się do poprawki ustnej matury z Angielskiego mimo że pozostałe przedmioty miałem pozdawane, no i do dzisiaj jestem bez matury.

Dobrze żarło a jednak zdechło

W pół roku udało mi się zejść z wagi 90kg. do 67kg. a przez kolejne 9 miesięcy przybrałem do 73kg zachowując poziom tkanki tłuszczowej na poziomie 8-9%. Siłownia 4 razy w tygodniu, każda spożyta kaloria policzona. Jednak pracodawca postanowił wysłać mnie na 2 tygodniową delegację. Tam oczywiście ostro lała się wódeczka, na liczenie kalorii i siłownię już nie było czasu. Na dodatek po powrocie do domu na pierwszym treningu bark wyleciał mi ze stawu co wykluczyło mnie z treningów na kolejny miesiąc. Co było dalej i ile ważę dzisiaj chyba nie muszę mówić:)

Swego czasu prowadziłem nawet dziennik treningowy🙂

Porażki? a może jednak lekcje?

I do niedawna wydawało mi się że to już ładna passa porażek, klęska za klęską, ile razy bym czegoś nie zaczynał za każdym razem nie kończyłem.

Dziś jestem nieco starszy, wydaje się że mądrzejszy, przeczytałem kilka dobrych książek, znalazłem też kilka wartościowych blogów i kanałów na YT.

Podchodzę do tego trochę inaczej. Za każdym razem czegoś się nauczyłem. Wiedza w jakiejś konkretnej dziedzinie, jak np. margketing, giełda, zdrowie, umiejętności interpersonalne. Ale chyba nawet ważniejsze to za każdy razem dowiadywałem się czegoś nowego o samym sobie.

Dowiedziałem się że przy zbyt dużym natłoku obowiązków szybko się wypalam, jeżeli zacznę coś odkładać to jest coraz mniejsza szansa że to w ogóle zrobię, że za szybko oczekuję wygórowanych rezultatów, że potrzebuję czasem zrobić sobie przerwę jednak niezbyt długą bo wtedy ciężko mi powrócić. To tylko niewielka część.

Tak mogłem nie ponieść żadnej „porażki”. Mogłem sobie pograć na konsoli, posiedzieć spokojnie przed TV popijając piwko. Wtedy na pewno nie poniósł bym żadnej porażki. Ja jednak wolę je ponosić i wyciągać z tego lekcje.

Zrobiłem sobie reset

Tym razem też nie mam 100% pewności że doprowadzę mój projekt do końca, jednak mocno w to wierzę i staram się codziennie robić wszystko co w mojej mocy żeby przybliżyć się choć o krok do postawionego celu.

Jednak kiedy codziennie się starasz, dwoisz się i troisz żeby osiągnąć cel  nie zaniedbując przy tym rodziny, zdrowia, pracy, znajomych, a jednocześnie nie masz 100% pewności że to wypali… bardzo łatwo o wypalenie i zarzucenie projektu.

Sam przekonałem się o tym kilkukrotnie, i wiem że jeżeli w głowie pojawiają się jakieś wątpliwości, motywacja spada, i zaczynasz zastanawiać się czy warto??

To warto zrobić sobie po prostu przerwę. Odciąć się. Dać sobie kilka dni wolnego i zająć się czymś co sprawia ci czystą frajdę.

Nie wiem co to będzie w twoim przypadku sam wiesz najlepiej. Ja spakowałem plecak wyłączyłem internet w telefonie, i pojechałem w góry. 3 dni totalnego odcięcia od świata, tylko ja góry i 40 kilometrów do przejścia, a po drodze mnóstwo pięknych widoków i czasu na refleksje.

Trochę szkoda że nie mogłem zabrać ze sobą żonki i pociech, ale czasem tak po prostu trzeba. Po powrocie wziąłem jeszcze dzień wolnego żeby spędzić odpocząć i spędzić trochę czasu z rodziną, w między czasie tylko zmontowałem film na YT. Kolejny dzień, walentynki również nie dotykałem ani komputera ani telefonu.

 

Zapisanie celu pomaga

W środę wygrzebałem gdzieś kartkę ze spisanymi celami na 2018 rok. Kiedyś nie wierzyłem że takie rzeczy działają, ale przejrzałem ją i wiedziałem już że warto było poświęcić te kilka minut w noworoczne popołudnie.

Podobnie jak wiedziałem że ścieżka którą sobie wyznaczyłem jest właściwa. Te kilka dni odpoczynku, poprzerywania z samym sobą i swoimi myślami, bardzo dobrze mi zrobiły.

I mimo że dalej nie wiem na 100% czy to co robię się uda, wiem  że po prostu warto.

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.